Zameldowalismy się ciemnym świtem w Mazowieckim Porcie Lotniczym w Modlinie. Budynek lotniska mieści się w dużym hangarze i przypominał nam niegdysiejszy terminal Etiuda na warszawskim Okęciu. Odstawszy w przydługiej kolejce do odprawy, kontroli bezpieczeństwa i paszportowej udaliśmy się pod Gate 2B. W ogóle na lotnisku są tylko 3 Gates. Po niedługim oczekiwaniu odbył się boarding.
Przemieściliśmy się na płytę lotniska zadaszonym chodnikiem, na koncu którego, tuż przy samolotach (wyłącznie Ryanair) trzeba było chwilę poczekać. W tym czasie dmuchało zimnem (3C).
Na szczęście wkrótce uraczylismy się ciepelkiem pokladowym.
Wystartowaliśmy punktualnie, zgodnie z planem o 5:45. Po starcie, przez okno od strony wschodniej mogliśmy już widzieć brzask dnia.
Podczas wnoszenia było trochę turbulencji (przechodziliśmy przez front atmosferyczny). Potem uspokoiło się. Zapowiedziano, że lot będzie trwał 4h 5 min. i będziemy lecieć maksymalnie na wys. 11500 m, a przelatywac będziemy nad Słowacją , Węgrami, Macedonia Północną, Grecja, Morzem Srodziemnym, Egiptem i oczywiście Jordania. Pokładowa kawa z gorącym croissantem z czekoladą dodały sił i poprawiły nastrój związany z niewyspaniem. Słońce znosiło się coraz wyżej, a pod nami pojawiały się różne konstelacje chmur.
Tam gdzie ich nie było rozpoznalismy Jezioro Ochrydzkie, a następnie mijaliśmy wyspy na Morzu Egejskim wchodząc w niebieski bezkres Morza Śródziemnego.
Wlecieliśmy nad terytorium Egiptu widząc pod nami Nil i Kair,
a następnie pustynie z przecinajacymi ja autostradami,
a wkrótce Kanał Sueski z licznymi nan statkami.
Samolot skręcił w lewo przelatując nad Półwyspem Synaj.
Minelismy Zatokę Akaba z widokiem na Egipt, Izrael i Jordanie.
Wlecieliśmy nad terytorium Jordanii, mając po naszej lewej stronie Izrael.
Podchodząc już do lądowania zobaczyliśmy Morze Martwe.
Wylądowaliśmy na Międzynarodowym Lotnisku Królowej Alii w Ammanie.
Lotnisko położone jest na pustyni ok. 30 km na południe od Ammanu.
Wychodząc z samolotu buchnelo w nas gorące powietrze (+29C). Lotnisko duże, na jego płycie głównie samoloty miejscowych lub krajów ościennych linii.
Wewnątrz hali przylotów przywitalo nas zawodzenie muezzina płynące z głośników.
Odprawa paszportowo-wizowa sprawna. W Arab Banku na lotnisku wymieniliśmy dolary na jordanskie dinary. 1$=0.708 JOD. Jordanskie dinary to czwarta najsilniejsza waluta świata.
Załadowaliśmy się do autobusu i udaliśmy się do centrum Ammanu. Trzypasowa autostradą pokonywalo się najpierw rozległe przedmieścia. Samo centrum miasta rozpościera się na licznych Wzgórzach i w dolinach (wadi).
Nim dotarliśmy do hotelu, udaliśmy się na lunch, oczywiście typowo arabski z falafelami, humusem sezamowym i baklazanowym, ostrymi sosami. Do tego miętowa herbata, obowiązkowo z cukrem.
Po obiedzie przedzieralismy się w korkach przez 30 minut do centrum miasta, gdzie znajdował się nasz hotel. Czas na odpoczynek, by wieczorem zacząć eksplorować Amman.

















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz