Dotarliśmy nad Morze Martwe do hotelu nad jego brzegiem. Tym razem będzie mało pisania. Bo chociaż jesteśmy w depresji ok. 400 m p.p.m.
to humory dopisują i oddaliśmy sie błogiemu relaksowi w słonych wodach Morza Martwego. Urzekl nas ponadto zachód słońca. Jedyne co nas deprymuje, to fakt, że spoglądając na drugi brzeg, widzimy kraj pograzony w wojnie. My czujemy się na szczęście bezpieczni.
Nocny widok na oświetlony izraelski brzeg
A tak nas przywitał świt.
Był jeszcze czas na poranną kąpiel w Morzu Martwym i potem konemplowanie natury. Potem w drogę na południe, ale jeszcze wzdłuż Morza Martwego.






















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz